Open/Close Menu „Osiągnie spokoju i harmonii nie tylko w realizowaniu, ale również w wyznaczaniu sobie celów, zgodnie z najgłębszymi obszarami siebie samego, to sposób życia, a nie cel sam w sobie. Tego właśnie uczymy.”
mnisi354

..cd
M; A są jakieś etapy medytacji? Może gdzieś opisane?

Ż: Tak, jest takie potężne buddyjskie dzieło „Visuddimaggha”, które opisuje stany psychiczne i procesy psychiczne pojawiające się w toku medytacji adepta. Zostało to w uproszczonej formie opisane przez Daniela Golemana w książce „Medytujący Umysł”. Tam wszystkie etapy są wyjaśnione, z tym, ze jest to podręcznikowy podział. To tak jak kiedyś stopień trudności w górach był określany kolorami szlaków. Zielony był najłatwiejszy, czarny najtrudniejszy. W tej chwili to już nie jest stosowane, ale żeby poznać góry trzeba chodzić wszystkimi szlakami. Jeżeli kogoś nie stać, żeby wejść na trudniejszy szlak, to trenuje na łatwiejszym, aż w końcu przechodzi czarnym, po to, żeby znów wrócić na zielony, czy niebieski. Bo taka jest potrzeba chwili, bo akurat ten szlak prowadzi do tej góry, którą w chcielibyśmy zobaczyć. Zatem różne stany psychiczne, które osiągamy w trakcie medytacji są tak samo ważne i potrzebne, nie ma lepszych i gorszych. Z czasem uczymy się osiągać ich coraz więcej, stosujemy więcej rozwiązań psychicznych, czy też nawyków psychicznych, ale wszystkie cały czas są tak samo ważne, czy też potrzebne. To jest tak, że kolejna umiejętność uzupełnia pozostałe. To nie jest nowa umiejętność, to jest rozwój tego, co już potrafimy.

Ż: Jeżeli ludzki umysł porównamy do mulistego bajora, to medytacja jest procesem, w którym cały ten muł jest z bajora usuwany, co nie znaczy, że cały ten muł jest zepchnięty w jakiś kąt i tam sobie siedzi ściśnięty, Jest rozpuszczany, asymilowany, aż woda jest absolutnie przejrzysta i można zobaczyć to wszystko, co jest na dnie i wcześniej było zupełnie niewidoczne. Co więcej, to co było na dnie, ta cała roślinność może wzrosnąć, może się rozwinąć, przeniknąć wodę, której głębi nie byliśmy wcześniej świadomi. Właśnie tak jak rośliny w wodę, treści archetypowe wnikają w indywidualną nieświadomość i w naszą świadomość. Taka jest medytacja. Możemy oczywiście podzielić ją, wcisnąć w tabelkę te wszystkie etapy i mówić okej jest usunięty muł – pierwsza dżhana, następnie muł jest usunęty z dna – druga dżhana, podniósł się rogatek – trzecia dżhana.  Można tak zrobić, tylko, po, co?

M: A ten muł… to jest kwestia przesuwania, czy transformacji tego mułu? Możesz to wyjaśnić?

Ż: Cały ten muł musi stać się nawozem, dla tych roślin, które rosną na dnie. Dla naszych treści archetypowych, można powiedzieć treści boskich w człowieku. Ożywić je tak, żeby mogły przerosnąć tą wodę, którą oczyściliśmy, czyli naszą nieświadomość indywidualną i świadomość. Nie ma w naszej psyche treści bezwartościowych. Jeżeli nasza Jaźń, nasz umysł to taki zbiornik energii psychicznej, ta energia psychiczna jest wykorzystana na różne sposoby. Jeżeli rozpada się, to, co w psychologii nazywamy kompleksem, a w literaturze wedyjskiej nazywamy klesha (zanieczyszczenie psychiczne, zanieczyszczenie umysłu), to uwalnia się energia psychiczna, która w klesha, czy w tym kompleksie była uwięziona. Ta energia zostaje wykorzystana tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Mówiąc innym językiem jest wykorzystana do procesów psychicznych, które są w największym deficycie w danym momencie. I czy to osiągamy w procesie psychoterapii, czy w procesie medytacji już jest bez znaczenia, przebiega to dokładnie tak samo, więc nie ma bezwartościowego mułu. Muł to po prostu energia psychiczna wykorzystana do procesów destruktywnych, a nie budujących naszą psyche.
Jest takie powiedzonko: „dno i pięć metrów mułu”, no to właśnie to jestem ja. Bajoro zamulone, do dna, ale do dna ciężko się dostać, bo muł po drodze. Nic tam nie wyrośnie, nie przebije się przez ten muł, to jest psyche, która zdominowana jest przez zanieczyszczenia, to jest klesha – kompleksy. Czyli to, z czym nie chcemy się zmierzyć to, co wyparliśmy. Innymi słowy to, czym udajemy, ze nie jesteśmy. Równoważone inaczej kompensowane, jest tym co w sobie akceptujemy. Czyli mamy cień vs. Maska i JA. Maskę pokazujemy sobie i na zewnątrz, a cienia udajemy, że nie ma. Mamy powierzchnię bajorka, która jest w miarę gładka, ale zanurzamy w nim głowę, i wyciągamy coś, co trzeba natychmiast umyć i zdezynfekować. W takim stanie siadamy do medytacji, wycisza się ego i patrzmy w głąb. Ładne lusterko z wierzchu, cieniuteńkie, jedna warstwa atomów, ale ładnie wygląda, nasza maska. No i mamy odwagę sięgnąć głębiej lub nie. Jeśli mamy odwagę przebijamy się przez tą warstewkę zwaną maską, sięgamy w obszar nazywany cieniem, czyli tam gdzie są nasze zanieczyszczenia, inaczej kompleksy, również nasze cechy, których w sobie nie akceptujemy. Każde z tych zanieczyszczeń to jest jeden obiekt psychiczny. On ma własną siłę, moc sprawczą, bo jest zaopatrzony w energię psychiczną, moją energię psychiczną, którą mógłbym użyć w jakimś innym celu, ale nie. Ona jest użyta tam, żeby moja złość, gniew, lęk, frustracja, mogły żyć. Moja złośliwość, moja arogancja, moje zarozumialstwo, moje zaniżone poczucie wartości, cokolwiek to jest. To ja to podtrzymuję, żeby to mogło żyć, a to kosztuje, Płacę za to moją energią psychiczną. Więc siadam do medytacji zanurzam w to głowę i zaczynam widzieć, widzieć czym jestem. Czy to jest fajne? Nie wiem, ale prawdziwe. Retuszowanie zdjęcia, które pokazujemy potem w internecie, tu już nie ma zastosowania, tu już mam głowę w środku pod tym całym photoshopem. W środku widzę, jaki jestem. Większość ludzi w tym momencie mówi dość, to już nie dla mnie. Za czasów Shakjamuniego o medytujących mnichach mówiono „wojownicy o wyzwolenie”. Wojownicy – to nie jest łatwe. Potem dobieramy się do tych klesha, jednego za drugim, rozbijamy. Nasze Ja jest odważne, powiedziało sobie trudno, jestem, jaki jestem i muszę z tym żyć, a jeżeli światu się to nie podoba, to trudno musi to przetrwać. Zaczynam nadgryzać to wszystko, co tam jest po trochu, po kawałeczku. Rozpadają się te obiekty, o których mówiliśmy, kompleks, czy klesha. Poprzez kontakt z JA, ze świadomą częścią mnie, mieszają się i rozpadają. Po wymieszaniu moje JA jest inne, na pewno jest obszerniejsze. Moja świadomość ulega poszerzeniu właśnie o to, czego doświadczyłem tam w głębi. Wiem więcej o sobie. Ale rozpada się również to obciążenie, które niosłem w cieniu. Mam więcej siły, więcej energii psychicznej, która zostanie wykorzystana, jeżeli jestem bardzo zawzięty na jeszcze głębszą medytację. Jeszcze głębiej mogę wejść w to czym jestem, we mnie. W końcu przez te wszystkie zanieczyszczenia mogę wydeptać sobie ścieżkę w głąb nieświadomości. Poprzez wszystkie obiekty, które budują najpierw mnie pojedynczą istotę, a jeżeli mam dość odwagi to wejść jeszcze głębiej, w obszar archetypu. W to, co ponadjednostkowe, transpersonalne, w pustkę, w pradżnię. Tam właśnie moje JA znajdzie nieskończone zasoby energii psychicznej. Znowu moja psyche wykorzysta tą energię na to, co uzna za najistotniejsze. W niewielkim stopniu moje JA ma na to wpływ, np. mogę się zawziąć i przesiedzieć jeszcze godzinę na poduszce, mogę zrobić tez coś innego. Ale zapewniam, że jeśli ktoś zajdzie tak głęboko to nic innego nie będzie ciekawsze, ani bardziej pociągające. Gdy docieramy do głębokich warstw psychicznych to, w naszym bajorku, jest dotarciem do dna, przebicie się przez cały muł, przekształcenie go w nawóz dla tego wszystkiego, co z dna wyrasta. Dla tej całej roślinności, dla trzciny, pałki wodnej, rogatka, i innych roślinek. One zaczynają wzrastać, w naszej psyche zaczyna pojawiać się życie, które wyrasta z samego dna. Nie życie przez to, co zostało sprowokowane z wierzchu, przez nasze ego, nie. Z wnętrza zaczyna rosnąć życie. Tak jak archetyp, czy jego obraz zaczyna przenikać całą naszą psyche, zaczyna się przekształcać w to, z czego wyrośliśmy. Wracamy do domu, wracamy do tego, co nas ukształtowało, z czego powstaliśmy. Uzyskujemy pełną harmonię. Pomiędzy tym, co z wierzchu – moje ja – i tym, co, na dnie, co z tego dna wyrosło, chociaż korzenie roślin sięgają jeszcze głębiej, pod to dno. Wszystko to jest jednym. Nie ma już Maćka, nie ma Krzyśka, Krysi, nie ma. To wszystko to jest jedno. Teraz wyobraźmy sobie, że takich bajorek jest w lasku 15 i ten las to część całej Wielkopolski, itp., itd. jest gdzie się rozpędzić. Naprawdę w medytacji jest, gdzie się rozpędzić.


Napisz komentarz:

*

Your email address will not be published.

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 385 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

© 2015 Fundacja dla ludzi | Zanurz się w oceanie życia

Top