Open/Close Menu „Osiągnie spokoju i harmonii nie tylko w realizowaniu, ale również w wyznaczaniu sobie celów, zgodnie z najgłębszymi obszarami siebie samego, to sposób życia, a nie cel sam w sobie. Tego właśnie uczymy.”
DSC_1813

M: Dlaczego zacząłeś medytować?

Ż: Zacząłem medytować przez ciekawość. Mając dwadzieścia kilka lat chciałem wiedzieć jak to będzie. Moje pierwsze doświadczenia z nieświadomością to właściwie zabawy radiestezyjne. Przeczytałem gdzieś o różdżkarstwie i chciałem wiedzieć jak to działa. Zrobiłem sobie taką różdżkę, czy nawet dwie, metalową oraz z gałązek i sprawdzałem jak to działa. Bardzo szybko zauważyłem, że łatwo jest przewidzieć, kiedy różdżka się wychyli. Zacząłem sobie chodzić po polanie i sprawdzać gdzie coś poczuję i czy poczuję. Później zacząłem chodzić ze znajomym, który zawodowo zajmował się różdżkarstwem. I okazało się, że te wszystkie różdżki drewniane, metalowe i inne wahadełka nie były do niczego potrzebne. Po skupieniu uwagi wiadomo było, co jest pod ziemią. Moje doświadczenia i doświadczenia kolegi pokrywały się. Gdy, w efekcie tych doświadczeń, zacząłem poszukiwać jakichkolwiek informacji o tym co jest, a jednocześnie wymyka się racjonalnemu opisowi, to oczywiście bardzo szybko trafiłem na materiały o Zen o taoizmie i chciałem sprawdzić, co wtedy się z człowiekiem dzieje, jak to jest. Tak zacząłem medytować.

M: Medytowałeś sam czy z jakimś mistrzem? Kimś, kto Cię uczył kierował? Czy na własną rękę siedziałeś… obserwowałeś, co się dzieje?

Ż: Przez pierwsze dwa lub trzy miesiące medytowałem sam. Kończyło się to tym, że zasypiałem. Siadałem na poduszce w pozycji, o której wyczytałem podręczniku i po kilkunastu minutach zasypiałem, przewracałem się na plecy i spałem, głęboko… Dobrze mi się spało. I to też było bardzo ciekawe, miałem szereg postanowień takich, że będę twardy nie zasnę, dam radę, wytrzymam godzinę, 45minut. Długo mi się to nie udawało, przez kilka tygodni. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, z czego to wynika, no, ale próbowałem kilka, a nawet kilkanaście razy w ciągu dnia jak miałem dzień wolny od pracy… to zawsze kończyło się zaśnięciem. Teraz już wiem, że po prostu byłem bardzo słaby, miałem słabą energię. Gdy siadałem do medytacji, rozluźniałem się taką, czy inną techniką. Wtedy o ile pamiętam obserwowałem oddech i zasypiałem w wyniku rozluźnienia, byłem zmęczony. Ale po kilku tygodniach ten objaw ustąpił i zaczynałem sobie siedzieć najlepiej jak potrafiłem. Później trafiłem do sangi Zen, gdzie zostałem pouczony jak siedzieć, co robić ze sobą, i dalej siedziałem, w większości w domu. Tak zacząłem medytować.

M: No właśnie, dla wielu osób które zaczynają medytować i ten pierwszy moment jest zniechęcający zasypia się, albo wszystko boli. Czy jest to spowodowane wyłącznie słabą energią, co dzieje sięw człowieku?

Ż: Medytacja to zestaw odruchów psychicznych, to rzemiosło, zestaw nawyków. Trzeba się ich nauczyć, wytrenować w ich używaniu. Jeśli chcemy nauczyć się jazdy samochodem, to wykupujemy szereg lekcji i uczymy się, często douczamy się z kolegą, który ma auto i prawo jazdy i jak pokazuje statystyka, i tak oblewamy egzamin. Więc nie jest łatwo nauczyć się nawet jeździć samochodem. Chcemy jeździć na nartach uczymy się, nawet czasami przez dwa sezony, podobnie jazdy konnej. A medytacja jest procesem totalnym dotyczy całego człowieka, dotyczy wszystkich aspektów umysłu, w tym ciała, rozpoznawanego jako jeden z jego aspektów. Zatem jest to trudne, medytacji trzeba się uczyć, gdy już znamy podstawy trzeba się trenować. Oczywiście po wystarczająco długim treningu, tu powstrzymam się od podawania jakichkolwiek liczb, dochodzimy do stanu, w którym, gdy jesteśmy w pozycji, w której zazwyczaj medytujemy w ciągu kilku minut wchodzimy w stan ciszy, stan, w którym ego nie wysila się, nie produkuje swojej wizji rzeczywistości. Poddajemy się temu wszystkiemu, co do nas napływa, bez jakiegokolwiek komentarza- to też jest odruch. Nie komentować. Zatem medytacja to zestaw odruchów psychicznych, których trzeba się nauczyć, a następnie w ich wykorzystaniu trenować, jak w fechtunku, jak w każdym innym rzemiośle, czy w każdej sztuce. Oczywiście są osoby, które mają nieco większe skłonności do medytacji i takie których predyspozycje są mniejsze. Tak jak każdy może malować, niektórzy robią to bardzo dobrze, wręcz mogą zarabiać na tym pieniądze, a inni malują tylko tyle, żeby mieć z tego przyjemność. Ale każdy może nauczyć się malować i namalować to, co chciałby namalować. Tak samo jest z medytacją, trzeba ją trenować.

27

M: Chciałam zapytać o cel medytacji. Teraz modne jest medytowanie z intencją, lub robienie jakiś afirmacji, czy Twoim zdaniem to ma jakikolwiek sens.

Ż: Nie można powiedzieć, że nie ma to sensu. Uściślijmy sobie definicję medytacji, dlatego, że jest wiele poglądów, co do tego, czym jest medytacja choć to tylko klasyfikacja, rzecz umowna. Dla mnie medytacja to stan, w którym ego wycisza się na tyle, że może obserwować to, co dzieje się pod drugiej stronie bordreline, w nieświadomości. Obserwuje treści nieświadome indywidualne, potem treści nieświadome transpersonalne i zapewne może obserwować jeszcze głębsze warstwy psychiczne, poza archetypem. Nie są to oczywiście pierwsze doświadczenia. I to jest dla mnie medytacja. Istnieje szereg technik, które pozwalają nam osiągnąć ten stan, w Azji nazywa się on Samadhi stan, w którym ego jest zupełnie pasywne. W Europie powiedzielibyśmy stan pełnej inflacji ego, ale dalej to jest to już poddanie się temu, co niesie ze sobą cała psyche, również psyche transpersonalna, ponadjednostkowa. To jest medytacja. Są szkoły, w których ten zestaw zachowań nazywa się kontemplacją, a medytacja to zupełnie, co innego, to jest celowe działanie, to kwestia bardzo umowna. To, o czym wspomniałaś, czyli medytacja z intencją, afirmowanie, itd. to jest próba czyniona przez ego dokonania zmian w tym, co w nas nieświadome. W treściach, które de facto określają przebieg naszego życia. Ego próbuje zamanifestować swoją obecność i nawet niektóre decyzje podejmuje. Ale jak pokazują różne badania, ten odsetek decyzji podejmowanych przez ego jest niewielki, to jest kilka, kilkanaście procent. Większość decyzji podejmowanych w naszym życiu, to decyzje nieświadome. Zaledwie doświadczamy skutków decyzji, które są najczęściej nieświadome. Tu odsyłam do innych materiałów, w których cały ten proces jest dokładniej opisany. I jeżeli nasza afirmacja nie napotyka na żadne procesy nieświadome, które są z nią sprzeczne to osiągniemy sukces, w postaci zrealizowania tego, co afirmujemy, Jeżeli jednak afirmacja jest sprzeczna z nieświadomymi procesami, np. afirmujemy sobie obfitość, a osoba afirmująca dorastała w warunkach, w których ubóstwo było stanem emocjonalnym rodziców, a zatem stało się i stanem emocjonalnym dziecka, to próby ego do zmiany nastawienia, czy posiadania będą nieskuteczne. Trzeba dotrzeć wcześniej do treści nieświadomych, prawdziwego, choć cichego, decydenta. Dalej: dokonać przemiany podstawowych procesów psychicznych, a następnie wszystkich zestawów nawykowych, tak żeby ego nie musiało ścierać się w potyczce z treściami nieświadomymi, które są dużo bardziej potentne, mają dużo większe możliwości… wielokrotnie większe, nieporównywalnie większe.

M: Czy przez medytacje możemy zmieniać te programy, o których mówisz?

Ż: Tak, z moich obserwacji wynika, że ten pierwszy okres medytacji to tak naprawdę psychoterapia. Stan, w którym ego, czy szerzej Ja, ta część mnie, o której wiem że jest, wchodzi w kontakt z nieświadomością i miesza się z treściami wypartymi. Tym wszystkim, czego nie chcę, nie umiem, nie mogę zaakceptować, z tym wszystkim, co wyparte. Innymi słowy z moimi własnymi cechami, których nie akceptuję, z traumami, które mnie przerosły i wyparłem, żeby móc dalej funkcjonować, w miarę integralnie. Zatem w pierwszym okresie, gdy ego wycisza się, zaczyna obserwować to, co jest w nieświadomości i wchodzi z tym w kontakt. Dochodzi do mieszania się treści psychicznych. Zróbmy mały eksperyment, spróbujmy patrzeć na ekran komputera, na którym oglądamy ten materiał, spróbujmy na niego patrzeć i go nie widzieć, to jest bardzo trudne. Ego, gdy już postrzeże jakikolwiek obiekt, np. obraz z monitora, który tworzy się w wyniku kontaktu z tym monitorem, to tak naprawdę nie jest to faktyczny obraz monitora. Jest to tylko obraz, wyobrażenie, które może być bardzo, bardzo zdeformowane. W każdym bądź razie obiekt jest postrzeżony przez ego i ego wchodzi z nim w kontakt, miesza się z nim. To samo dotyczy wszystkich innych treści w naszej psyche. Jżeli wyciszamy się i ego postrzega to, co głęboko w naszej nieświadomości za borderline, choćby w cieniu, to takie treści ulegają wymieszaniu, a w końcu rozbrojeniu. Ładunek emocjonalny, który utrzymuje treść psychiczną (tu kompleks) przy życiu, dajmy na to stan lękowy, w danej sytuacji ulega rozbrojeniu w wyniku wymieszania. Z tym, że różnica między psychoterapią, a medytacją polega na tym, że w psychoterapii docieramy do konkretnych obiektów psychicznych, jest to proces mniej lub bardziej celowany. Generalnie i tak nieświadomość klienta decyduje o tym, do czego się dotrze. Można porównać terapię do skalpela, który wchodzi bardzo głęboko i usuwa to, czego dotknie. Natomiast medytację można porównać do fali morskiej, która wdziera się na plaże, nie głęboko, ale na bardzo dużym obszarze. Zatem działanie obszaru medytacji jest totalne, ale w danym czasie nie tak głębokie, jak psychoterapii. Mechanizmy są jednak bardzo zbliżone. Dopiero, gdy przebijemy się przez to, co nas oddziela od głębszych treści psychicznych, w medytacji sięgamy głębiej. Ale to też jest sięganie bardzo rozległe, stąd trudno oczekiwać od medytacji natychmiastowych efektów, natomiast to, co z nami się dzieje ma charakter totalny. Nie można w związku z tym powiedzieć, że terapia dajmy na to psychoanaliza, czy psychologia analityczna jest bardziej, bądź mniej skuteczna od medytacji, działa po prostu inaczej. Można powiedzieć, że psychoterapia jest bardziej zadaniowa niż medytacja.

Nepal-1-2007-377

M: Kiedy ludzie zaczynają medytować, zazwyczaj mają jakiś cel, oczekują efektów. Europejczyk myśli sobie, że ten stan będzie taki cudowny będzie miło i przyjemnie. I zazwyczaj pierwszy kontakt z medytacją jest trochę zniechęcający, bo to, co spotykają, to nic przyjemnego. Rozumiem, że zanim dotrze się do stanu, którego się oczekuje trzeba przejść przez cień i cały zestaw negatywnych niespodzianek w naszej psyche. Czy w ogóle jest szansa by osiągnąć stan spełnienia?

Ż: W medytacji spotykamy samego siebie i masz rację, zazwyczaj to nie jest nic fajnego. Ponieważ to, co w sobie zaakceptowaliśmy to jest to, co reprezentujemy sobą. To są te wszystkie cechy psychiczne, które szanujemy w sobie, podziwiamy, chcemy je światu pokazać. Do tego dochodzi zestaw zachowań, który nie ma z nami nic wspólnego. Mówię teraz o masce, fasadzie, czy personie. Czyli zestaw zachowań, które nie są nasze, ale są wytrenowane, żeby robić wrażenie na samym sobie i na otoczeniu. Jednak, gdy siadamy do medytacji to dostrzegamy to wszystko, czego w sobie nie akceptujemy. Nie tylko ze względu na obrzydzenie, ale choćby ze strachu, więc to, co dostrzegamy w pierwszym okresie, to nie są boskie cudowności. Oczywiście, że można wprowadzić się w stan, w którym pogłębiamy wparcie tego, czego w sobie nie lubimy i wejść w stan, który ja nazywam „medytacją facebookową”. Wchodzimy w stan, w którym jest świetliście i cudownie, ale dochodzimy jedynie do miejsca, w którym pogłębiamy proces wyparciowy. Oddzielamy nasze ja od naszych treści wypartych i udajemy, że tamto brzydkie to nie ja. Można wejść w taki stan, ale to hamuje rozwój człowieka, ponieważ odcina go od tego, co jest w głębi. A niestety droga w głąb, jest po prostu drogą w głąb, nie można tego zrobić pętelką dookoła. Trzeba się przebić przez to, co nas oddziela od treści głębokich, od tego wszystkiego, co nazywamy pustką, pradżnią, archetypem, czy choćby tym, co boskie w człowieku. Więc jeżeli ktoś chce dojechać z Warszawy do Bielska, ale nie podoba mu się trasa ani przez Kielce, ani przez Częstochowę, ani przez Poznań. To może lecieć dookoła kuli Ziemskiej, ale jest za daleko i też mu się nie podoba. To może jedynie namalować sobie obrazek Bielska i patrzeć w niego i powtarzać dotarłem do celu, jestem na miejscu. De facto docieram jedynie, do kolejnej warstwy maski, persony. Nie spotykam się z samym sobą, więc na początku rzeczywiście to, co widzimy jest nieprzyjemne. No chyba, że oczywiście ktoś jest cudownym, skończonym Anthroposem, czy jak mówią Azjaci Buddą. Niestety ja takiej osoby dotychczas nie spotkałem.

M; Mówisz o fikcyjnym dotarciu do boskości, a jak jest jak gdy naprawdę się tam dotrze?

Ż; Nie mam pojęcia! Wiem, że gdy przebijemy się przez cień, gdy przedrzemy się przez deformację Animy, czy Animusa too rzeczywiście dostrzegamy to, co nazywamy obrazem archetypowym. Dostrzegamy to, co ukształtowało naszą psyche. Tybetańczycy mówią o medytacji, że jest powrotem do domu. Czyli jest to powrót do tych zachowań, stanów psychicznych, które ukształtowały ludzką psyche. To są zestawy zachowań archetypowych, czyli ponadjednostkowych, kształtowanych przez ludzkość, jako całość na przestrzeni całych wieków, tysięcy lat. Teraz, gdy docieramy do tych wzorców to jest rzeczywiście, jak powrót do domu, jak powrót do tego, z czego wyrośliśmy. Rzeczywiście wchodzi się w stan takiej kompletności i w stan pełnej satysfakcji z tego jak jest, z tego, czym jestem, jaki jestem, jaki jest świat dookoła. Rzeczywiście tu nie chodzi o bierne pogodzenie się, to nie ma nic wspólnego z biernością. Tu chodzi o stany, w których akceptujemy efekty naszych działań i efekty braku działań. Paradoksalnie mamy wtedy dużo więcej siły i motywacji do pracy, a to, co osiągamy jest satysfakcjonujące. Powiedziałbym jest spełniające, taki stan rzeczywiście osiągamy, to nie jest koniec ścieżki rozwoju, można sięgać znacznie głębiej i postrzegać przeróżne procesy, które dotyczą pojedynczego człowieka, bądź ludzkości, jako całości. Dostępne jest to osobom, które rzeczywiście z rozwoju osobistego zrobiły sposób na życie. Medytacja może pełnić ważną, bądź najważniejszą rolę w tym rozwoju. Tu trzeba podkreślić, że medytacja to nie jest jedyny sposób rozwoju psychicznego, czy duchowego. To jest bardzo ważne i skuteczne narzędzie testowane od tysięcy lat, ale nie jedyne.

M: Rozumiem, że niełatwo jest rozpoznać, przynajmniej samemu, kiedy faktycznie fantazjujemy o tej cudowności, a kiedy jej faktycznie dotykamy. Czy do rozróżnienia tych stanów jest potrzebny mistrz, który nas poprowadzi ? Czy można medytować samemu?

Ż: Myślę, że zależy to od uzdolnień. Ja akurat byłem bardzo opornym uczniem i uczyłem się przez kilkanaście lat nim zacząłem się orientować, o co chodzi w medytacji.

M: No właśnie, sami mamy tendencję do dążenia do przyjemności w medytacji, stan rozluźnienia, tęczowe światło  itp. są bardzo kuszące, łatwo można wpaść w taką iluzję.

Ż: Nauczyciel, który widzi, co dzieje się z psyche ucznia, czy też terapeuta, który widzi, co dzieje się z psyche klienta. To jest to samo. Mówimy tutaj o przeniesieniu, czy o przeciw przeniesieniu, mówiąc innym jeżykiem o wglądzie. Mistrz doskonale radzi sobie z takimi megalomańskimi zapędami ucznia. Ja przez 10 lat słyszałem, że wszystko czego doświadczałem to tylko biologiczne doświadczenie. Tak jak powiedziałem byłem bardzo opornym uczniem i dużo czasu zajęło mi dowiedzenie się jak to tak naprawdę działa. Natomiast nauczyciel przede wszystkim motywuje do pracy. Oczywiście nie chcę tu przyjmować roli super nauczyciela, takiego nauczyciela nauczycieli i nie będę się wypowiadał na temat tego jak inne osoby uczą medytacji. Mogę jedynie opowiedzieć o tym jak ja to robię. Wykorzystuję swoje ponad 20 lat doświadczeń do tego, żeby tym, którzy już przyjdą na zajęcia, naprawdę się chciało.
To, czego doświadczamy w medytacji to, co najbardziej nieprzyjemne, czy upokarzające to są tak naprawdę najważniejsze doświadczenia, które nas przemieniają. Jeżeli nic się nie dzieje, to nic się nie dzieje. Jeżeli doświadczamy samych siebie w najmroczniejszych partiach psyche to takie doświadczenia nas przemieniają. Staram się pokazać, że takie doświadczenia to największa przygoda w życiu, jakiej można doświadczyć. Dla mnie to jest właśnie cel i sens wszystkich praktyk duchowych. Czy to praktyk buddyjskich w Japonii, taoistycznych w Chinach, czy alchemicznych w Europie. Nie znając samego siebie nie jesteśmy w stanie samego siebie przemienić. Możemy przemienić tylko to, o czym wiemy, że jest. A zatem poznanie samo siebie jest podstawą każdej przemiany psychicznej czy to w medytacji, czy to w terapii. Jeżeli to jest nieprzyjemne, jeżeli wręcz boli, to widzimy jak gwałtownej przemianie podlegamy. Trudno jest od razu doświadczyć stanów cudownej lekkości, kompletności, jedności z całym wszechświatem, w końcu to przychodzi, oczywiście. Ale według mnie ważniejszy jest proces dochodzenia do tego stanu niż przebywanie w nim. Jeżeli nic się nie dzieje, to nic się nie dzieje. Medytacja to proces dynamiczny, bardzo dynamiczny, więc jeżeli zasiadamy i po prostu spływają na nas anielskie cudowności i inne tęcze to nie medytujemy. To po prostu udajemy sami przed sobą, że jesteśmy czymś innym, niż jesteśmy naprawdę. Medytacja facebookowa, z wierzchu jest cudownie.

cd…


Napisz komentarz:

*

Your email address will not be published.

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 385 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

© 2015 Fundacja dla ludzi | Zanurz się w oceanie życia

Top